All Posts By

Paweł Dunia

Luksor

By | Egipt | 8 komentarzy

Luksor jest jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejsc w Egipcie. Przyjeżdżają tu być oglądać świątynie i grobowce niezliczonych dynastii faraonów i notabli. To eldorado archeologów jest świetnie przygotowane do obsługi zmasowanego ruchu turystycznego. Niestety cierpi na tym atmosfera miasta, gdzie obcokrajowiec jest postrzegany głównie, jako okazja do zarobku i na każdym kroku dręczony nachalnymi ofertami: przejażdżki łodzią, przejażdżki dorożką, przejażdżki na wielbłądzie, przejażdżki na ośle, pokazaniem najlepszego miejsca do fotek, chęcią odpłatnego pozowania do fotek, nazwania oczywistych fragmentów hieroglifów (?This is boat?), nazwania najbardziej popularnych, znanych nawet laikowi bogów starożytnego Egiptu itd., itd. Wszystko za drobną opłatą.

Same archeologiczne skarby są świetnie zachowane, niejednokrotnie ciężko uwierzyć, że przetrwały kilka tysięcy lat. Na rozgrzewkę świątynia luksorska:

Jej fundatorem był Amonthep III z XVIII dynastii, a prace nad nią zakończył Ramzes II z XIX dynastii 😉

Z bliźniaczych obelisków został tu tylko jeden. Drugi zdobi… plac Concorde w Paryżu. I Francuzi wcale nie zamierzają oddać zrabowanego zabytku.

Jedni rabowali, inni nie potrafili utrzymać rąk przy sobie. Tu Rzymianie zamalowali reliefy z czasów faraonów swoimi freskami ukazującymi cesarzy.

Każdy skrawek ścian pokrywają hieroglify i płaskorzeźby dokumentujące sceny z życia bogów.

Kolejna słynna świątynia znajduje się w pobliskim Karnaku.

Faraonów również dosięgały osobiste niesnaski. Następca królowej Hatszepsut, Thotmes III nie tylko zgarnął jej świątynię, ale bezczelnie skuł jej podobizny.

W Egipcie symbolem szczęścia jest skarabeusz. Zwiedzający wierzą w jego moc i dotykają jego wizerunku na świątynnej ścianie.

Wjazd do Doliny Królów otwierają ?kolosy Memnona?. Nazwa trochę na wyrost ? mają tylko 18 metrów 😉

Okolicznych mieszkańców, którzy mieszkali między starożytnymi grobowcami przesiedlono wraz z inwazją archeologów.

Grobowce zaczynano budować faraonom tuż po objęciu przez nich władzy, dlatego często osobiście dbali o odpowiedni prestiż przybytku. Z zewnątrz wyglądają one jednak skromnie – niewielkie wejście na pierwszy rzut oka nie różni się od dziury w ziemi, czy groty skalnej. We wnętrzach grobowców z kolei niestety nie można robić zdjęć, a niektóre, np. Tutenchamona mają ograniczenia z liczbie zwiedzających, ze względu na konieczność zachowania odpowiedniego poziomu wilgotności.

Otoczona amfiteatrem skał, kolejna Świątynia Hatszepsut po 3,5 tys. lat ma się za to doskonale i z daleka mogłaby uchodzić za solidny budynek komunistyczny.

Na tych terenach do dziś pracują polscy archeolodzy.

Podczas zwiedzania czasami jesteśmy proszeni o pozowanie do zdjęcia miejscowym. Jesteśmy pamiątką, trofeum z wycieczki. To uczy życzliwości i przypomina o szacunku do osób, które sami fotografujemy w podróży.

Sam Luksor jest malowniczo położony nad Nilem.

Życiodajna, wielka rzeka, jednak, gdzie kończy się jej zasięg natychmiast zaczyna się pustynia.

Tak spędzamy pierwszy z 2 tygodni oczekiwania na prom do Sudanu, który pływa tylko w poniedziałki i akurat jest odwołany z powodu Eid al Adha – 4 dniowego święta związanego z doroczną pielgrzymką do Mekki. Jedną z tradycji jest ubijanie baranka lub krowy i dzielenie się mięsem z rodziną, przyjaciółmi i ubogimi (na pamiątkę znanej i z biblii historii Abrahama poświęcającego Bogu swojego syna). Szlachtowanie odbywa się na każdym rogu, również pod oknem naszego hotelu.


pustynia biała egipt

Pustynia Zachodnia

By | Egipt | 18 komentarzy

Pustynia zachodnia, czyli w istocie wschodnia część Sahary, stanowi większość terytorium Egiptu i rozciąga się od zachodniego brzegu Nilu, aż po granicę z Libią. Dla nas zaczęła się za rogatkami przedmieść Kairu. Dalej jest tylko 350 km asfaltowej drogi ciągnącej się przez tą kamienisto-żwirową pustkę do Oazy Bahariya.

Każdy ma jakieś wyobrażenie oazy. W rzeczywistości oaza to spora kotlina znajdująca się poniżej otaczającej ją pustyni (powyżej widać drogę prowadzącą po nasypie w dół, do oazy), najczęściej depresja, rozciągająca się nawet na kilkadziesiąt kilometrów. Oaza może składać się z wielu wsi i miasteczek.

Bawiti, centrum Oazy Bahariya, zwykłe tłoczne, zakurzone egipskie miasteczko. Natychmiast weryfikuje przywieziony z domu sielski obraz saharyjskiej oazy.

Za granicami oazy zaczyna się pustynia czarna z charakterystycznymi, przypominającymi wulkany wzgórzami, pokrytymi czarnymi kamieniami.

Im dalej na południe, tym wzgórza stają jaśniejsze. Pustynia Czarna płynnie przechodzi w Pustynię Białą.

Pustynia Biała to po prostu kreda. Dużo kredy.

Skały i zmieniające się o zachodzie światło wydobywają surrealistyczne kształty. Na pewno spodobały by się Salvadorowi Dalemu.

Przyznacie – nie najgorsze miejsce na nocleg 🙂

Po zmroku Fenki, pustynne lisy zaczynają swoją aktywność.

Przyznacie – nie najgorsze miejsce na zmywanie naczyń 🙂

Kolejny dzień drogi przez pustynię. Największa pusta przestrzeń jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Tam zaczyna się tzw. Wielkie Morze Piasku.

Rozgrzane powietrze daje złudzenie wody na horyzoncie.

Diuny poruszają się, zasypują drogę. Niektórych nie da sie już odgarnąć, trzeba puścić nowy odcinek drogi dookoła.

Oaza Dakhla. Poranna kawa, herba i papieros z wesołą ekipą chrześcijańskich kierowców ciężarówki…

… i z Panem Starszym.

Oazy są w tym samym miejscu od setek lat. Jak w każdej wiekowej miejscowości także i tu jest starówka (i cytadela), choć w nie najlepszym stanie, to ciągle zamieszkała.

 

 

Giza

By | Egipt | 6 komentarzy

Na początek konkurs: znajdź Piramidę Cheopsa na poniższym zdjęciu 😉

W tle ponownie Piramida Cheopsa. Zasłania ją trochę Piramida Chefrena 🙂

Polonezów w Egipcie jeździ więcej niż w Ojczyźnie. W tle Piramida Cheopsa.

Po prawej (niewidoczna na zdjęciu) Piramida Cheopsa:

 A teraz coś z zupełnie innej beczki: Piramida Mykerinosa 😉

Sfinks na żywo jest o wiele mniejszy niż w wyobrażeniach. W tle Piramida Cheopsa.

W przeszłości w dobrym tonie było odbyć wspinaczkę na Piramidę Cheopsa (w tle), często przy pomocy trzech beduinów, z których dwóch wciągało, a trzeci pchał. Obecnie takich przyjemności zakazano.

I wreszcie podstawowe trofeum bez którego wstyd wyjeżdżać z Egiptu:


kair nocą

Kair nocą

By | Egipt | 7 komentarzy

Prawdziwe życie Kairu zaczyna się o zachodzie słońca.

Muzezini wzywają na wieczorne modły. W tym samym czasie odzywają się wszystkie meczety w mieście. Kakofonia całkowicie nierealna.

Tuż po momencie skupienia  ? eksplozja. Arabowie handel mają we krwi. Wyobraźcie sobie przeciskanie się przez tłum na koncercie rockowym pod scenę. Dodajcie do tego samochody, motory i wielkie pakunki z co drugich rękach. Tak właśnie wygląda kairski bazar.

Wieczorne rozrywki są domeną mężczyzn. To dla nich są herbaciarnie i palarnie sheeshy. My jako cudzoziemcy zostajemy zaproszeni do jednej z nich na… partyjkę domina. Prawda, jak grzecznie? 😉

Wieczór to też pora, kiedy można iść do fryzjera, przekąsić coś i pozałatwiać sprawy.


Kair

By | Egipt | 2 komentarze

Kair, 20 milionowe, największe miasto świata arabskiego. Robi wrażenie rozmachem, rozczarowuje zaniedbaniem, pobudza wyobraźnię śladami dawnej świetności. Wiele hoteli znajduje się w pochodzących z początku XX wieku kamienicach.

Nieużywana klatka schodowa naszego hotelu wygląda znacznie gorzej niż jego fasada 😉

Kair wciąż żyje wydarzeniami z początku roku 2011. Egipcjanie zainspirowani sukcesem protestów tunezyjskich ruszyli z własnymi, skierowanymi przeciwko rządowi i prezydentowi Mubarakowi.

Zainaugurował je ?Dzień Gniewu?, zorganizowany 25 stycznia w Święto Policji. 1 lutego przez miasto przeszedł ?Marsz Miliona?.

W starciach ginie prawie tysiąc osób. Ofiary jednak nie idą na marne: 11 lutego Hosni Mubarak ustępuje ze stanowiska.

Midan Tahrir (Plac Wolności), na którym odbywały się protesty to ważny węzeł komunikacyjny ? znajduje się tu stacja metra, duże rondo, busy i taksówki zgarniają pasażerów. Szybko wrócił do swojego normalnego rytmu, choć i nam zdarzyło trafić na demonstrację przeciwko opieszałości wprowadzanych reform. Liczni sprzedawcy oferują pamiątkowe t-shirty.

Rewolucja w Egipcie nie przebiegałaby tak szybko i w tak masowy i zorganizowany sposób, gdyby nie Internet i komunikowanie się ludzi za pomocą mediów społecznościowych. Władze szybko zrozumiały ich siłę i zablokowały dostęp do Facebooka, Twittera, Al-Jazeery oraz sieci komórkowych.

Jak widać, Facebook doczekał się tu wielu fanów 😉

Poza demonstracjami życie 20 milionów Kairczyków płynie swoim nurtem. Religia i obyczajowość muzułmańska są widoczne na każdym kroku.

Kącik modlitewny znajdzie się nawet w metrze.

Pomyślano też o osobnych wagonach dla Pań.

Wierni kościoła koptyjskiego są w zdecydowaną mniejszością. Ich dzielnica to ciekawe zabytki, ale też wysoki mur i uzbrojeni strażnicy z uwagi na zdarzające się akty agresji wobec koptów.

Cmentarz koptyjski:

Koptowie pełnią jednak w Kairze trudną do przecenienia rolę: recyclerów. Zajmują się nie tylko wywózką i utylizacją śmieci, ale także pieczołowitym ich sortowaniem. Większą część odpadów przetwarzają lub wykorzystują ponownie, są więc o wiele bardziej eco-trendy-friendly niż zblazowani europejczycy 😉

Podróżowanie autem odbiera nam możliwość zapoznania się ze standardami miejscowej kolei. Włócząc się po mieście zaglądamy jednak na Dworzec Ramzesa ? Centralny to to nie jest 😉

Hala Główna 😉

Miasto rozpościera się na brzegach Nilu.

Znajduje się tu ?Nilometer?, historyczna konstrukcja pozwalająca mierzyć i szacować poziom Nilu, który przekładał się na plony i podatki 😉


Ras Mohammed

By | Egipt | 6 komentarzy

Kolejny egipski przystanek: park narodowy Ras Mohammed. Skały skałami, morze morzem, ale co tu ochraniać? Cała zabawa zaczyna się… pod wodą. Ten sam czubek półwyspu Synaj, otaczają słynne rafy koralowe Morza Czerwonego. Raj dla nurków.

My snoorkujemy, czyli pływamy z fajką. Nie mamy aparatu do zdjęć pod wodą, więc z tego reportażu nie będzie, zobaczcie jednak, jak za parę dolarów można kempować na wybranej plaży, którą ma się tylko dla siebie 🙂

Nasz obóz:

2 osobowa zatoczka 😉

Skrupulatnie doklejamy kropeczki do mapy. Wiele rozmów z przypadkowo spotkanymi ludźmi zaczyna się właśnie od pytania o nią 🙂


Aqaba – Nuweiba

By | Jordania | One Comment

Droga do granicy jordańsko-egispkiej prowadzi przez rejony mocno już pustynne. Wiatr unosi piaski, poboczem od czasu do czasu szwędają się wielbłądy, o czym informują nawet oficjalne znaki.

Aqaba,przygraniczne miasto po stronie jordańskiej. Prom, który przeprawi nas do Egiptu odpływa późnym wieczorem. Mamy czas, żeby poobserwować piątkowe (dla muzułmanów świąteczne) popołudnie na lokalnej plaży.

Wjeżdżamy w paszczę… rekina 🙂 Dwie godziny później wysiadamy w Nuweibie, już po egipskiej stronie Zatoki Aqabańskiej.

Przypływamy ok. 1, ale wieczór dopiero się dla nas zaczyna. Granica Syryjska, to przy tej, krótka i niewinna wymiana uprzejmości. Tu trafiamy na 3 godzinną, czystą biurokratyczną orgię. Natychmiast zgłasza się zawodowy pomocnik, który za odpowiednią opłatą prowadzi nas od okienka do okienka, od biurka do biurka, zbiera kolejne podpisy, pieczątki i kwity. Samochodowi zostaje założona specjalna, gruba teka, która spocznie na wieki w zdezelowanych granicznych biurach. My zdobywamy egipskie prawo jazdy, tablice rejestracyjne i kilka bliżej nieokreślonych zaświadczeń.

Po tym administracyjnym szaleństwie dwa dni dochodzimy do siebie odpoczywając na pobliskim nadmorskim kempingu 🙂 W tle góry Synaju.

 

Petra

By | Jordania | 9 komentarzy

Petra to słynna stolica starożytnych Nabatejczyków, wielkie miasto rzeźbionych w skale monumentalnych fasad. Nabatejczycy jako lud bywałych w świecie kosmopolitów postanowili mieć u siebie budowle na skalę i podobieństwo tych ze starożytnego Egiptu, Grecji, czy później, Rzymu. Fundusze mieli – trudnili się ochroną karawan.

Do miasta prowadzi długi, wąski skalny korytarz:

Na jego końcu przybysz od razu zostaje postawiony przed najwspanialszą budowlą miasta, skarbcem – znanym z filmu o Indianie Jonesie i ostatniej krucjacie (cz. III) 😉

Jak to w życiu bywa, w środku jednak nie ma Świętego Grala 😉

Z zewnątrz wszystko wygląda oszałamiająco, wnętrza są jednak więcej niż skromne. Większość obiektów w Petrze to krypty, część: świątynie i pałace. Śladów mieszkań za to brak, a przecież miasto zamieszkiwało niegdyś do 40 tys. ludzi. Nabatejczycy byli jednak ludem koczowniczym, ich domy bądź namioty się nie zachowały.

Mijamy monumentalne krypty, w środku nie ma nic prócz malutkiego pomieszczenia.

Skały w których wykuta jest Petra przyjmują różne, ciekawe faktury:

Widok na główną ulicę Petry z góry:

Petra jest ogromna, fasady krypt i świątyń są wszędzie gdzie nie spojrzeć, rozpościerają się na okalających miasto górach.

Wspinaczkę po kamiennych schodach wynagradza widok kolejnej monumentalnej fasady.

W kolejnych dniach skierowaliśmy się w pustynne okolice Wadi Rum, jednak mocno wietrzna pogoda podniosła piaski w całym regionie i drastycznie ograniczyła widoczność i przyjemność oddychania. Z żalem porzuciliśmy ten punkt programu i ruszyliśmy w stronę Aqaby i Nuweiby – miast na granicy jordańsko-egipskiej przebiegającej przez Zatokę Aqabańską.

Morze Martwe

By | Jordania | 11 komentarzy

Okolica martwa. Droga właściwie też martwa. Z Ammanu nad Morze Martwe jest zaledwie ok. 50 km, jednak, choć to jedna z największych atrakcji Jordanii, tereny je otaczające sprawiają wrażenie wymarłych. Jedziemy przez skaliste, pustynne wzgórza.

Od czasu do czasu trafiamy na oazę.

Morze Martwe, to największa depresja świata. Obecnie jego poziom wynosi ok. ? 430 metrów. Ale Morze Martwe znika – rocznie obniża się o 5 metrów, z powodu zmian klimatycznych, a także ograniczenia dopływów, które okoliczni rolnicy przekierowują na swoje pustynne poletka. Niektórzy naukowcy dają mu jeszcze 50 lat do całkowitego wyschnięcia.

Samo Morze Martwe jest fantastyczne. Na plaży zamiast piasku zastajemy sól.

Mityczne relacje o tym, jaką woda najbardziej zasolonego (zawiera 30 % soli, 6 razy więcej, niż w oceanach) zbiornika świata daje wyporność okazują się prawdziwe. Właściwie leży się na powierzchni, trudno zanurzyć nogi podczas pływania. Wydaje się, że opowieści o Jezusie chodzącym po wodzie musiały być inspirowane krążeniem jego świty po tych terenach 😉 Zresztą w okolicy roi się od biblijnych miejscówek ? jakieś 25 km stąd urzędował Jan Chrzciciel, kawałek dalej na górze Nebo Mojższesz zobaczył Ziemię Obiecaną i wyzionął ducha, prorok Eliasz wstąpił do Nieba etc…

Turystyka nad Morzem Martwym jest zaskakująco słabo rozwinięta. Jest tu tylko kilka 5 gwiazdkowych hoteli przyklejonych do siebie w jednym miejscu. Poza tym dzikość. Próbujemy kempować na jednej z plaż, jednak po pierwszej radosnej kąpieli podjeżdża do nas patrol wojskowy i zdecydowanie każe nam się zwijać przed zachodem słońca. Po drugiej stronie morza mają Izrael, są więc wyjątkowo aktywni i lepiej grzecznie posłuchać poleceń.

Próbujemy zapytać o możliwość noclegu, przy jedynej publicznej plaży (tzn. prywatnej, dostępnej za opłatą, ale dla zwykłych śmiertelników, nienocujących w Mariottcie, Movenpicku i Hiltonie). Za spanie na parkingu stróże żądają 20 dinarów (20×4,58=91,6 pln). Oburzeni ceną znajdujemy inny, tym razem bezpłatny parking, który do późnych godzin nocnych służy miejscowym za imprezownię, ale nam pozwala bezpiecznie przenocować w disco.

Kolejny dzień spędzamy na plaży. Nie chcemy Was denerwować, ale… 😉

Muzułmańskie rodziny na wakacjach morze traktują raczej jako element dekoracyjny. Jeśli już się kąpią, to w pełnym rynsztunku.

Wzdłuż całego Morza Martwego (które raczej rozmiarem nie poraża: długość 65 km, w najszerszym miejscu ma 18 km) biegnie autostrada, którą udajemy się w góry, w kierunku Petry.


Religia TV

By | Jordania | No Comments

Antena satelitarna to podstawowe wyposażenie każdego domu. Pierwsza potrzeba, nawet, gdy się mieszka w baraku. Więc oglądamy i my. Gdy tylko jest okazja. Rzucają się w oczy liczne kanały o tematyce religijnej. Nie wszystko rozumiemy, ale sami prowadzący bywają fascynujący 😉