Category

Lądem do Indonezjii

Islamabad

By | Lądem do Indonezjii, Pakistan | No Comments
Stolica Pakistanu powstała w latach 60tych XX wieku od zera jako modelowe miasto. Podzielone jak szachownica na sektory, bez centrum, z niską zabudową ukrytą w zieleni* oraz monumentalnymi budowlami, jest wzorem uporządkowania i czystoąci dla innych miast, oraz wizytowką nowoczesnego oblicza Pakistanu. Chyba dlatego niewielu tu ludzi.
*poza przystrzyżonymi krzaczkami, znaczna część tej zieleni to rosnaca w 2-3 metrowych krzakach gandzia samosiejka. Pachnie pięknie.
Koraniczna komórka. Dostępne opcje: cyfrowy koran w 7 jezykach z recytacją, wskazanie kierunku Mekki, alarm przypominający o modlitwie, tapety, dzwonki koraniczne. W banku godziny pracy uwzględniaja przerwę na modlitwę, choć tylko w piątek. Przerwa na modlitwę jest zresztą dość powszechna – choćby w czasie długich przejazdów autobusem.

Lahore

By | Lądem do Indonezjii, Pakistan | No Comments
Do Lahore z Quetty jedzie się 30 godzin. Wliczając korek. Za oknami autobusu mijamy w zasadzie połowę kraju. Trochę żal, a jednak my kierujemy się na północ, w góry. Lahore jest jednym z trzech głównych miast Pakistanu (obok Islamabadu i Karaczi), liczy 11 milionów mieszkańców i jest kulturalną stolicą kraju – trochę takim pakistańskim Krakowem.
Zwiedzając zabytki mamy wrażenie, że to my jesteśmy atrakcją. Miejscowi turyści co krok proszą nas o wspólne zdjęcie.
Na ulicach widuje sie znacznie wiecej kobiet niz na zachodzie kraju. Widać też różnicę w zamożności, odświętności – zwłaszcza wśród odwiedzających Cesarski Meczet (Meczet Badshahi)


Spotykamy też Malangów – muzułmańskich ascetów. Odpowiedników indyjskich Sadhu
Mając zabytki za sobą ruszamy zanurzyć się w tym, co lubimy najbardziej – w ulicznym życiu miasta
Meczety są wszędzie, małe i duże, lokalne i te najbardziej znane.
Pakistan to nie tylko klasyczny Islam. To kraj sufizmu, mistycznej odmiany tej religii. Na każdym kroku trafiamy na groby i mauzolea jakichś ważnych sufich
Uliczne jadłodajnie może nie zachwycają wyglądem, jednak zawsze serwują najlepsze jedzenie
Kino odgrywa tu podobnie ważną rolę społeczną jak w Indiach. To często jedyna forma oderwania się od ciężkiej codzienności
Zdecydowana wiekszosc ludzi odetchnela z ulga po rezygnacji gen. Musharaffa ze stanowiska prezydenta Pakistanu. Zwolennicy niezyjacej Benazir Bhutto czestowali nas swiatecznym ciastem by podzielic sie radoscia z zadzialania mechanizmow demokracji.
Życzliwi dali nam kilka rad jak powinna ubierać się kobieta na pakistańskiej ulicy. Odwiedziliśmy polecony nam zakład krawiecki. Na tej maleńkiej powierzchni ci oto panowie uszyli dla Natalii stosowne odzienie – Salvar Kamiz. Następnego dnia ubiór był do odbioru
Tu raczej nie stosuje się eufemizmów w stylu ’snieżnobiały usmiech’. Coś, co nas szokuje, tu jest normalne. Używane zęby, oczywiście w świetnym stanie 🙂 można nabyć na straganie, od ulicznego sprzedawcy nieopodal gabinetu dentystycznego.
Trafiamy też do dzielnicy dla nowożeńców. Karety, obuwie ślubne, wszystko wydaje się trochę bajkowe.
Narodowy sport Pakistanu to oczywiście krykiet. Wieczorem, gdy ruch uliczny ustaje, arterie w dzielnicach mieszkalnych często stają się boiskami do gry. Często słyszymy jak chłopcy pytają jaki jest nasz ulubiony gracz w krykiera. Ciężko im zrozumieć naszą bezradność w tej materii.

Quetta

By | Lądem do Indonezjii, Pakistan | No Comments
Do Quetty docieramy autobusem. Na szczęście nieco lepszym niż ten. Widząc jednak autobus pełen owiec zastanawiamy się co może nas tu spotkać.
Quetta ze względu na bliskość granicy kulturowo bliższa jest Afganistanowi niż reszcie Pakistanu. Jedyne kobiety na ulicach to afgańskie żebraczki w burkach. Bron i wojsko są tu wszechobecne. Żołnierze z kałaszami machają jednak na powitanie i sami się rwa by wskazać nam drogę. Uspokojeni bezpieczeństwem na ulicach irańskich miast po Quettcie poruszaliśmy się zbyt swobodnie, także po zmroku. Miejscowi dziwili się i ostrzegali, nie potrzeba im martwych obcokrajowców w ich mieście. Nagłówki porannych gazet wytracają nas z sielanki: granat wrzucony do sklepu, bomba w parku, obwoźny mleczarz zastrzelony przez nieznanych sprawców i tak co dzien.
A jednak zżycie musi się toczyć normalnie. Zainteresowanie i niesamowite ciepło spotykają nas ze strony Pakistańczyków na każdym kroku. Wszyscy chcą się przywitać, zapytać o imię, kraj, rodzeństwo. Kończy się to zwykle propozycja zaproszenia do domu.
Pakistan słynie z niesamowicie zdobionych pojazdów. Autobusy miejskie i podmiejskie bywają niezwykle kolorowe.
Quetta to miasto o szemranej reputacji. Wydaje się, że mieszkańcy powinni być nieufni wobec obcych. Faktycznie przypatrują się nam z uwagą. Często ich wzrok jest surowy i nieprzyjemy tylko do momentu nawiązania jakiejś bliższej relacji. Wtedy wszystko się zmienia.
Pakistan to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie większość ludzi wciąż nosi tradycyjny strój raczej niż ten narzucony przez kulturę zachodnią. Mężczyźni ubierają się w luźną kurtę-pidżamę. Białą lub w odcieniach beżu. Jeśli chcą być bardziej eleganccy narzucają na to kamizelkę.
Z Quetty do Lahore jedzie się kilkanaście godzin. Pod warunkiem, że nie utkniemy w korku. Jezeli na gorskiej drodze wytyczonej na wąskiej skalnej półce jedna z przeładowanych ciezarowek przewroci sie, co dzieje sie czesto, sytuacja zaczyna wygladac tak:
Ponieważ nie ma nikogo, kto sterowałby ruchem, do zakorkowanej doliny wjeżdżają ciągle nowe samochody. W naszym przypadku zaowocowało to spędzeniem połowy nocy w autobusie i jego okolicach. Pozwoliło nam to przyjrzeć się jak podróżują Pakistańczycy, co przewożą te niesamowite ciężarówki, kim są pasażerowie autobusów.

Yazd

By | Lądem do Indonezjii | No Comments

Yazd to rzekomo drugie najstarsze miasto swiata. Pustynne, suche i bezowe.

A wszystko wykonane z tego.

Yazd lezy na pustyni. Temperatury siegaja 40 stopni ale miejscowi dopiero 50 uwazaja za upal. Cale stare miasto to wiec dajacy cien labirynt zadaszonych uliczek.

Cukier krysztal…

… i cukier w czopkach. Rozmiar wielbladzi.

Piekarnia.

Stary piekarz. Przyklejanie chlebow do wewnetrznych scian pieca wymaga doswiadczenia.

W tym czasie na ulicy…

Ni to Skoda, ni Moskwicz. To iranski Paykan.

Uczennice.

Uczennica idealna.

Plan wieczornego relaksu przy fontannie na dziedzincu mauzoleum ku czci Immama Husseina…

…iranczycy niezawodnie wzbogacaja nam o swoje towarzystwo.

Szyld cukierni – dysonans kodow kulturowych 🙂

meczet w Esfahan

Esfahan

By | Lądem do Indonezjii | No Comments

Azymut – Mekka. W kazdym pokoju hotelowym znajduje sie informacja, w jakim kierunku rozlozyc dywanik do modlitwy.

Po zmroku zaczyna sie zycie rodzinne. Samotna para odpoczywajaca w parku to nie rodzina – zostajemy natychmiast przygarnieci: pijemy herbate, gramy w pilke, dostajemy propozycje obiadu i noclegu, a wszystko to bez koniecznosci uzywania angielskiego. Jak rozbrajajaca jest moc sytuacji, ukazuje kretynska mina wspolautora bloga 😉

Panowie przodem, panie tylko tylem.

Plac Immama Chomeinego – drugi co do wielkosci na swiecie.

Wielki Meczet – dziedziniec zacieniany dla komfortu wiernych.

Mullowie – mlody i stary.

Zadaszony bazar duszny od motocyklowych spalin. Miasto w miescie. Handel, modlitwa i rozrywka pod jednym dachem. W ofercie m. in. podobizny przywodcow religijnych kraju.

… i wiele wiecej…

W Esfahanie wielkich meczetow jest wiele.

Meczet to nie tylko miejsce modlitwy ale takze pogaduszek i odpoczynku – jedyne spokojne miejsce w miejscie.

Szyickim kamieniom modlitewnym mozna powierzyc osobista intencje.

Jesli kino to lekka komedia. Telewizja raczej powazna, wszystkie kanaly przypominaja nasza telewizje Trwam. Z ekranu leniwie sacza sie wartosci rodzinne, powazne dyskusje duchownych z ekspertami i odwrotnie, pokazywana sielanka: przyroda i rolnictwo.

Choc w Iranie jestesmy analfabetami, umiemy czytac przynajmniej liczby.

Teheran

By | Lądem do Indonezjii | No Comments

Droga z tureckiego Van do Teheranu zajmuje 30 godzin i kilka punktow kontrolnych. Zasieki, worki z piaskiem, kalasznikowy na ramieniu – Turcja udowadnia miejscowym kurdom, ze istnieje tylko jeden narod: turecki.

W Iranie paradoksalnie sytuacja sie rozluznia. Jesli kontrola to tylko biurokratuczna formalnosc: tahometry, pieczatki, papiery.

Teheran: pyl, kurz, szalony ruch uliczny. Bilboardy zgodnie z regulami islamu rzadko przedstawiaja ludzi, za to wielkie murale bez przeszkod slawia twarze ajatollachow i bohaterow wojny z Irakiem z lat 80-tych.

Malunki na murach otaczajacych byla ambasade amerykanska, ktora obecnie jest siedziba Straznikow Rewolucji. Iranskie wladze nie nazywaja USA inaczej niz 'Great Satan’.

Mind your chador.

Nasza niekoedukacyjna klasa.

Konstytucja zapewnia wszystkim Iranczykom dostep do pitnej wody. Nakazuje tez jednak odpowiedni stroj.

Van

By | Lądem do Indonezjii | No Comments

Van, drugie co do wielkosci miasto tureckiego kurdystanu. Wg. miejscowych to juz nie jest Turcja, to Kurdystan. Co noc udowadniaja to za pomoca kalasznikowow w okolicznych gorach.

Van to miasto zyjace z przemytu, w cenie sa: bron dla partyzantki PKK, heroina z Afganistanu dla calej Europy i iranskie paliwo dla wszystkich kurdow.

Ataturk zawsze jednak ma baczenie. Zewszad.
Tu neonowy leb Ojca Turkow na czubku starozytnego zamku Van.

Nieneonowa Natalia ma natomiast baczenie na pozostalosci dawnej osady u stop zamku.

Van to takze najwieksze w Turcji jezioro. Dlugosc ponad 100km. Drugiego brzegu nie widac.

A wszystko to dzieki wylewnej zyczliwosci Oktaya, kurdyjskiego konnego szmuglera najtanszego na swiecie iranskiego paliwa.
Oktay przedstawia sie jako dobry szmugler: 'No guns, no drugs. We have white horses’.
W tych dniach swietowal wyjscie z wiezienia. Przy okazji z duma wyliczal tytuly ksiazek jakie tam przeczytal (rzekomo 300 tytulow, w tym m. in. Hegla).

W gorach sporo sie dzieje. Na dowod tego Oktay prezentuje blizne po kuli z kalasza. Mama zabronila mu nocnych konnych wypadow do iranu. Jako pierworodny musi zadbac o rodzicow. Tak stal sie biznesmenem. Teraz ma ludzi, ktorzy maja konie.

Istambul

By | Lądem do Indonezjii | No Comments

Nowy Meczet. Tylko w Istambule cos, co liczy sobie 400 lat moze nosic nazwe 'nowy’.

Z reklamy turystycznej Istambulu: 'Jedyne miejsce swiata, gdzie chialbys utknac w korku’. Niestety most zamkniety dla pieszych – zbyt wielu wybieralo go na ostatni spacer.

Bylo z czego skakac…

Most przez Zloty Rog. Mozna wynajac wedke i polowic…

Hagia Sophia jak kobieta po przejsciach: wielokrotnie zdobywana przechodzila z rak do rak (chrzescijanie, muzulumanie), a na koniec juz tylko muzeum.

Dyskretny szept sklepikarza wyjasnil nam, ze to stroj chlopca 'after penis operation, you know…’

Pół roku w Azji. Drogą lądową z Polski do Indonezji.

By | Lądem do Indonezjii | No Comments

Czy z Polski do Indonezji da się dotrzeć drogą lądową? Zrobimy to bez użycia samolotów, lub używając ich możliwie mało, tylko tam gdzie przekroczenie granicy lądowej z powodów politycznych jest trudne. Będziemy podróżować lokalnym transportem, z możliwie małym budżetem, szlakiem niemal klasycznym, mocno przetartym przez pokolenia backpackersów, a wcześniej hippisów – ale dla nas wciąż zupełnie dziewiczym. Mamy na tę podróż pół roku, nie musimy się spieszyć. Możemy za to spotykać ludzi, dzięki nim poznawać kolejne kraje. Przed nami Turcja, w tym nowy dla nas Kurdystan z miastem Van, dalej Iran, mało znany większości podróżujących Pakistan z mityczną drogą Karakorum Highway,  Indie, w których zahaczymy o leżący u podnóży Himalajów Sikkim i odwiedzimy rezerwat Sunderbans – największe na świecie lasy namorzynowe , Tajlandia i Indonezja, a przynajmniej część tego ogromnego kraju: wyspy Jawa, Bali, Flores i odległa Lembata. Podróż odbywa się w 2008 roku.