Wybrzeże Pacyfiku między Sámarą a Quepos ma dwa oblicza: mętną rzekę, w której leżą krokodyle, i park narodowy, w którym zwierzęta nie uciekają przed ludźmi. Dzieli je kilkadziesiąt kilometrów drogi wzdłuż wybrzeża. Do Kostaryki wybraliśmy się w listopadzie 2021 roku.

Krokodyl w mętnej rzece pod mostem

Krokodyle pod mostem

Most na rzece Tárcoles leży na nadmorskiej drodze i trudno go przeoczyć — po obu stronach stoją samochody, a ludzie wychylają się przez barierki. Pod mostem, w brunatnej wodzie, leżą krokodyle. Nie pływają, nie polują, po prostu są: jeden przy drugim, jak kłody na błocie.

Dwa krokodyle leżące w rzece

Krokodyl na błotnistym brzegu

Krokodyl w wodzie, zbliżenie na pysk

Krokodyl na spękanym błocie

Krokodyl na kamienistym brzegu

Na brzegu rozstawili się sprzedawcy: pamiątki, przekąski i czaszka krokodyla, którą można obejrzeć z bliska. Dzieci oglądały ją dłużej niż żywe zwierzęta — zęby robią większe wrażenie niż nieruchoma skóra w wodzie.

Dzieci przy czaszce krokodyla na straganie

Ujście rzeki Tárcoles i piaszczysty brzeg

Quepos

Quepos to małe miasteczko przy wejściu do parku, z mariną, kilkoma restauracjami i plażą, na którą nikt specjalnie nie chodzi. Zatrzymaliśmy się tu na dwie noce. Wieczorem poszliśmy na skalisty brzeg, gdzie fale rozbijają się o kamienie, a słońce zachodzi za horyzont.

Skaliste wybrzeże o zachodzie słońca

Manuel Antonio

Manuel Antonio jest jednym z najmniejszych parków narodowych Kostaryki — ma niecałe 700 hektarów — i jednym z najczęściej odwiedzanych. Powód jest prosty: zwierzęta są tu przyzwyczajone do ludzi i można je zobaczyć z kilku metrów, bez lornetki. Poza zwierzętami są tu też świetne plaże.

Plaża w Manuel Antonio: skalisty cypel porośnięty lasem, turkusowa woda i jasny piasek

Skalisty brzeg i turkusowa woda w Manuel Antonio, nad nimi gęsty las

Kobieta na plaży Manuel Antonio, za nią klif

Wielkie liście w lesie

Czerwony krab na liściach

Krab wśród gałęzi

Zielony wąż pnączowy na gałęzi

Na jednym z liści siedzi wąż tak cienki, że wygląda jak gałązka. To bejuquilla, wąż pnączowy — lekko jadowity, ale dla człowieka niegroźny. Poluje na jaszczurki i ptaki, a jego największą bronią jest kamuflaż: z metra nie widać go wcale.

Młode pędy rośliny

Legwan na ziemi wśród liści

Ostronos białońosy w ściółce

Ostronos białońosy widziany od tyłu

To nie aguti. Od miejscowych dowiadujemy się, że to pizote — ostronos białońosy. Kolejne zwierzę, którego nazwy nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, a tutaj znają je wszyscy.

Portret legwana

Legwan wśród gałęzi

Iguany spacerują po plaży dumnie i bez lęku. Nie uciekają, bo są zajęte swoimi sprawami — a może dlatego, że dawno nauczyły się, że człowiek z aparatem im nie zagraża.

Na plaży rośnie też manzanillo de playa (Hippomane mancinella) — jedno z najbardziej trujących drzew na świecie. Owoce wyglądają jak małe jabłka, ale sok parzy skórę, a kropla w oku może uszkodzić wzrok. Szkodliwy jest nawet deszcz spływający po liściach. Na szczęście przy pniu stoi tabliczka: „Árbol tóxico / Poisonous Tree”.

Duże drzewo manzanillo pochylone nad plażą, pod nim cień i piasek

Tabliczka przy pniu: Manzanillo de Playa, Hippomane mancinella, drzewo trujące

Zapamiętaj te liście: okrągłe, błyszczące, z wyraźnym unerwieniem. Jeśli zobaczysz je nad sobą na plaży, odejdź z tego miejsca — nawet kropla soku spływająca z gałęzi może poparzyć skórę.

Zbliżenie na liście manzanillo: okrągłe, błyszczące, z wyraźnym unerwieniem

Nietoperz wiszący na gałęzi

Następnego dnia czekał już Poas i powrót do San José. Cała podróż: Panama i Kostaryka.