
Panama i Kostaryka
Trzy tygodnie, dwa kraje i jedna trasa, która zaczyna się w panamskich wieżowcach, a kończy na krawędzi kostarykańskiego krateru. Po drodze kanał łączący oceany, stare miasto z czasów piratów, plantacje kawy i kakao oraz wybrzeże Pacyfiku, na którym o świcie z piasku wychodzą żółwie. Do Panamy i Kostaryki wybraliśmy się w 2021 roku.
Kostaryka to jeden z tych krajów, do których nie jedzie się po miasta ani po cywilizację. Jedzie się po przyrodę: lasy deszczowe, które są gęste, mokre i głośne, zwierzęta — także takie, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy — i aktywne wulkany, z których część wciąż dymi.
Dla tych, którzy lubią podróżować samochodem na własną rękę, to miejsce zupełnie wyjątkowe: długie szutrowe odcinki przez dżunglę i liczne brody na rzekach. Wjazd wynajętym autem w wodę brzmi absurdalnie, dopóki nie zobaczysz, że robią to wszyscy — i że innej drogi po prostu nie ma.
Jednocześnie to jeden z najlepszych kierunków na podróż z małymi dziećmi. Przyroda jest dzika, ale dostępna, a poza centrami dużych miast kraj jest relatywnie bezpieczny dla odwiedzających.
Kostaryka ma też hasło, które słyszy się tam wszędzie: Pura Vida. Dosłownie „czyste życie”, w praktyce filozofia kraju. Znaczy mniej więcej tyle: nie spiesz się, nie dramatyzuj, jakoś to będzie. Mówi się tak na powitanie, na pożegnanie i wtedy, gdy coś idzie nie tak. Po dwóch tygodniach zaczynasz rozumieć, dlaczego to działa.








