Rincón de la Vieja to wulkan w północno-zachodniej Kostaryce, wysoki na 1916 metrów. Wciąż jest aktywny — w ostatnich latach zdarzały się erupcje pary i popiołu — ale dla odwiedzających liczy się coś innego: na jego zboczach ziemia dosłownie się gotuje. Siarkowe laguny, błotne kotły i kłęby pary wychodzące spod trawy. Do Kostaryki wybraliśmy się w listopadzie 2021 roku.
Nocleg pod wulkanem
Do parku jedzie się przez Liberię, stolicę Guanacaste, a potem kilkanaście kilometrów drogą, która wspina się na zbocze. Nocowaliśmy w eco-lodgu na zboczu wulkanu, z niesamowitym, szerokim widokiem na góry i chmury, które codziennie po południu schodzą na wierzchołek.
Wieczorem poszliśmy na mosty wiszące, które przerzucono nad wąwozem kilka minut od domków. Spacery po pomostach w koronach drzew to w Kostaryce lokalna specyfika — jest ich bardzo wiele i wszystkie robią wrażenie. Pozwalają poczuć las deszczowy na wyciągnięcie ręki: wilgoć, zapach, hałas cykad i żab. Słońce zachodzi szybko i na chwilę całe niebo robi się pomarańczowe.
Las Pailas
Las Pailas to sektor parku, w którym można podejść do samej geotermii. Ścieżka prowadzi przez las, potem wychodzi na otwartą przestrzeń, gdzie z ziemi bije para, a w zagłębieniach bulgocze szlam. Wszystko jest ciepłe od spodu — nawet kamienie.
Kostaryka jest idealna do podróży z małymi dziećmi: przyroda jest dzika, ale łatwo dostępna. Nie trzeba wspinać się na szczyt, żeby zobaczyć wulkan, i nie trzeba przedzierać się przez dżunglę, żeby spotkać małpy.
Najbardziej charakterystycznym miejscem jest laguna o kolorze siarki — żółta, mętna i zupełnie nie wygląda jak woda. Wokół niej rosną rośliny, które radzą sobie z kwaśnym podłożem, a nad wszystkim unosi się zapach siarkowodoru, który trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Wodospad i małpy
Ostatnim punktem był wodospad ukryty w lesie. Dochodzi się do niego ścieżką, która schodzi w wąwóz, a woda spada po skale tak szeroko, że przypomina kurtynę. Wracając, spotkaliśmy kapucynkę, która obserwowała nas z gałęzi i najwyraźniej nie miała zamiaru schodzić.
To kapucynka, nie wyjec. Te słynne głośne małpy, które słychać z drugiego końca lasu, są większe i ciemniejsze — ich ryk niósł się nad nami przez cały dzień, ale żadnej nie udało się zobaczyć.
Następnego dnia rano pojechaliśmy nad Pacyfik — do Papagayo i Sámary. Cała podróż: Panama i Kostaryka.




















