Do Kostaryki wybraliśmy się w listopadzie 2021 roku. Poás leży niespełna godzinę od San José i do parku prowadzi asfalt, więc rano można stanąć na krawędzi krateru, a po południu wrócić do miasta. To najprostszy sposób, żeby zobaczyć czynny wulkan z bliska — pod jednym warunkiem: trzeba przejść oficjalne szkolenie bezpieczeństwa i założyć kask. Szczerze? Chyba trochę na wyrost, a może po prostu dla atmosfery.

Dzieci w kaskach w poczekalni przed wejściem na szlak

Krater

Poás ma 2708 metrów. Jego krater ma około 1,3 kilometra szerokości i 300 metrów głębokości, a na dnie leży jezioro o turkusowym kolorze i bardzo niskim pH — jedno z najbardziej kwaśnych jezior na świecie. Przy wejściu na szlak pracownicy parku rozdają kaski. Nawet bez nich czulibyśmy się tu bezpiecznie, choć ponoć w ostatnich latach zdarzały się wyrzuty popiołu i skał.

Rodzina w kaskach przy krawędzi krateru

Krater Poás z turkusowym jeziorem

Chmury nad kraterem Poás

Pogoda zmienia się tu co kilka minut. Najpierw widać całe jezioro, potem chmura wchodzi na krawędź i zasłania wszystko, a po chwili znowu się przejaśnia. Kaski przydają się głównie do zdjęć — wszyscy wyglądają w nich jak ekipa budowlana na wakacjach.

Betoniasta ściana i mgła na tarasie widokowym

San José po południu

Po powrocie do miasta zostało kilka godzin do wieczora. San José to miasto, po którym się przemyka: podjeżdża się pod restaurację, parkuje, a po obiedzie jedzie w kolejne miejsce. Raczej nie ma tu klimatu na spacery.

Przez chwilę jedziemy Carretera Interamericana — tą samą drogą, która biegnie z Alaski aż do Patagonii. Mało kto wie, że nie da się nią przejechać w całości: w Panamie, na przesmyku Darién, droga się urywa. Ten odcinek ma około 106 kilometrów i nie ma tam żadnej szosy — tylko pierwotna dżungla. Z Alaski do Patagonii jedzie się więc z przerwą — samochód musi pokonać ją promem.

Ekran nawigacji w samochodzie: zjazd na Carretera Interamericana, 25 km do celu

Biała wieża z kolorowym muralem przy boisku

Zielone boisko i nowoczesne budynki

Jeden z nielicznych budynków, które można by przypisać współczesnej stolicy państwa.

Staw w parku i zabudowa miasta

Ulica z drzewem i zaparkowanymi samochodami

Biały dom na rogu ulicy

Uczymy się, że okolice wyraźnie różnią się zamożnością i poziomem bezpieczeństwa. Odkrywamy, że istnieją też takie bez ogrodzeń z drutu kolczastego.

Budynek z czerwonymi balkonami

A jednak kraty, kraty i jeszcze raz kraty — te są wszędzie. Nie możemy do tego przywyknąć.

Niebieski drewniany dom z blaszanym dachem

Biały dom z czarnymi wzorami i czerwonym dachem

Niebieski budynek komisariatu policji

Budka typu soda z przekąskami

Ceglany dom z zielonym dachem i drzewem

Najlepszym przystankiem okazała się budka „soda” — w Kostaryce tak nazywa się małe bary z domowym jedzeniem. Szklana witryna z ciastkami, kilka plastikowych krzeseł i ceny wypisane markerem na kartonie. Następnego dnia czekało już tylko pakowanie i lotnisko.

Cała podróż: Panama i Kostaryka.