Po wulkanach przyszła część wyjazdu nad wodę. Zatoka Papagayo leży w północnej części Guanacaste, gdzie Kostaryka skręca na zachód i robi się sucho: pył na drodze, horyzont z wyspami, woda ciepła od rana. Do Kostaryki wybraliśmy się w listopadzie 2021 roku.
Bazą była willa na wzgórzu nad zatoką, kilka minut od Playas del Coco.
Zatoka Papagayo
Pierwszy poranek zaczął się od objazdu plaż. Z góry zatoka wygląda jak misa: ciemna woda, biała linia fal i kilkadziesiąt łodzi na kotwicach. Z dołu robi się z tego szereg zatoczek oddzielonych skalnymi cyplami.
Dojazd do niektórych plaż to kilka kilometrów drogi bez asfaltu. W porze suchej przejeżdża się ją spokojnie, ale wystarczy jeden deszcz, żeby zrobiło się ślisko. My trafiliśmy na kurz i pełne słońce.
Najlepsza okazała się mała zatoczka osłonięta klifem. Woda była tam spokojna jak w basenie, a cień wchodził na piasek już po południu. Dzieci spędziły tam większość dnia.
To, co w środkowoamerykańskich warunkach uchodzi za premium, ma nieodłączny element: drut kolczasty. Nowe szeregówki z arkadami, bramy, podjazdy — i zwój drutu na każdej bramie.
Droga do Sámary
Mając taki widok z okna, można by nie chcieć się stąd ruszać. Nakryty stół, za szybą las schodzący do zatoki i wyspy na horyzoncie — rozumiemy, dlaczego niektórzy przyjeżdżają tu na tydzień i nigdzie nie wyjeżdżają.
Droga na południe prowadzi przez Sardinal i Nicoyę, a potem skręca w stronę półwyspu. W Kostaryce przejazd przez rzekę jest rzeczą normalną — asfalt się kończy i droga wchodzi w wodę. Na początku wjechanie autem z wypożyczalni w szeroką rzekę nie jest łatwą decyzją. Sprawdzamy głębokość, patrzymy, którędy jadą lokalne samochody, i w końcu sami próbujemy.
Zasada jest prosta: jeśli da się przejść i woda jest poniżej kolan, a grunt w miarę stabilny, da się też przejechać. 4x4 wciąż pomaga, ale nawet zwykły miejski SUV daje radę.
Sámara przywitała nas palmami, łodziami wyciągniętymi na piasek i plażą, która ciągnie się łukiem przez dobre dwa kilometry.
Żółwie o świcie
Plaża w rezerwacie Ostional ma ciemny piasek i to na nim żółwie morskie składają jaja. W porze wylęgu jest ich tam pełno. Młode wychodzą z piasku nocą i o świcie — wtedy jest chłodniej, a drapieżników mniej — więc trzeba być na miejscu wcześnie, zanim słońce podniesie się nad horyzont.
Gdy się dobrze przyjrzeć, cała plaża się rusza. Młode są wszędzie: jedne sprawnie brną przez piach w stronę morza, inne nie mają dość siły i energii. W okolicy krążą ptaki, które próbują dopaść te smaczne kąski.
Na plaży widać też lokalnych mieszkańców. Wychodzą o świcie z kijami i patrolują pas piasku — wiedzeni misją odganiają ptaki, które polują na młode żółwie.
Po śniadaniu został jeszcze spacer po plaży i zdjęcie przy kaktusie, który rośnie tam jak drzewo. Potem pakowanie i droga na południe, w stronę Quepos. Dalej: Tárcoles i Manuel Antonio. Cała podróż: Panama i Kostaryka.































