Do Islandii wybraliśmy się w sierpniu 2023 roku. Na południu Islandii wodospady nie są celem wycieczki — są przy drodze. Seljalandsfoss spada z 60 metrów tak blisko jezdni, że można zejść po ścieżce za kurtynę wody. Kilkanaście kilometrów dalej Skógafoss grzmi na całą dolinę, a jeszcze dalej lodowiec Sólheimajökull wysuwa jęzor w stronę morza. Jeden dzień, trzy różne krajobrazy.
Seljalandsfoss
Wodospad ma 60 metrów wysokości i spada z krawędzi dawnego klifu morskiego. Największa osobliwość to przejście za wodą: ścieżka prowadzi do wnętrza skalnej wnęki, z której widać świat na drugą stronę. Woda pryska na wszystkie strony, więc plecak i aparat lepiej schować pod kurtkę. Nad wodospadem stoi Eyjafjallajökull — ten sam lodowiec, który w 2010 roku sparaliżował ruch lotniczy w Europie.
Skógafoss
Skógafoss ma około 60 metrów wysokości i 25 metrów szerokości. Woda spada tak równo, że u podstawy prawie zawsze wisi tęcza. Legenda mówi, że w jaskini za wodospadem ukryty jest skarb Þrasiego; pewien gospodarz miał złapać jego kufę, ale zdążył urwać tylko pierścień. Na górę prowadzą schody — z krawędzi widać całą dolinę aż do morza.
Sólheimajökull
Sólheimajökull to jęzor lodowca Mýrdalsjökull, który przykrywa wulkan Katla. Lodowiec cofa się o kilkadziesiąt metrów rocznie — przy wejściu widać to najlepiej: po lodzie zostają jeziorka, moreny i osypiska. Lód jest szary od popiołu i niebieski w szczelinach, a im głębiej, tym bardziej przejrzysty. Na lodowiec wchodzi się tylko z przewodnikiem i w rakach; my ograniczyliśmy się do krawędzi i laguny.
Dalej droga prowadzi do Vík i na czarną plażę Reynisfjara. Następny wpis: Reynisfjara i Dyrhólaey. Cała podróż: W 8 dni dookoła Islandii.






















