Category

Jordania

Aqaba – Nuweiba

By | Jordania | One Comment

Droga do granicy jordańsko-egispkiej prowadzi przez rejony mocno już pustynne. Wiatr unosi piaski, poboczem od czasu do czasu szwędają się wielbłądy, o czym informują nawet oficjalne znaki.

Aqaba,przygraniczne miasto po stronie jordańskiej. Prom, który przeprawi nas do Egiptu odpływa późnym wieczorem. Mamy czas, żeby poobserwować piątkowe (dla muzułmanów świąteczne) popołudnie na lokalnej plaży.

Wjeżdżamy w paszczę… rekina 🙂 Dwie godziny później wysiadamy w Nuweibie, już po egipskiej stronie Zatoki Aqabańskiej.

Przypływamy ok. 1, ale wieczór dopiero się dla nas zaczyna. Granica Syryjska, to przy tej, krótka i niewinna wymiana uprzejmości. Tu trafiamy na 3 godzinną, czystą biurokratyczną orgię. Natychmiast zgłasza się zawodowy pomocnik, który za odpowiednią opłatą prowadzi nas od okienka do okienka, od biurka do biurka, zbiera kolejne podpisy, pieczątki i kwity. Samochodowi zostaje założona specjalna, gruba teka, która spocznie na wieki w zdezelowanych granicznych biurach. My zdobywamy egipskie prawo jazdy, tablice rejestracyjne i kilka bliżej nieokreślonych zaświadczeń.

Po tym administracyjnym szaleństwie dwa dni dochodzimy do siebie odpoczywając na pobliskim nadmorskim kempingu 🙂 W tle góry Synaju.

 

Petra

By | Jordania | 9 komentarzy

Petra to słynna stolica starożytnych Nabatejczyków, wielkie miasto rzeźbionych w skale monumentalnych fasad. Nabatejczycy jako lud bywałych w świecie kosmopolitów postanowili mieć u siebie budowle na skalę i podobieństwo tych ze starożytnego Egiptu, Grecji, czy później, Rzymu. Fundusze mieli – trudnili się ochroną karawan.

Do miasta prowadzi długi, wąski skalny korytarz:

Na jego końcu przybysz od razu zostaje postawiony przed najwspanialszą budowlą miasta, skarbcem – znanym z filmu o Indianie Jonesie i ostatniej krucjacie (cz. III) 😉

Jak to w życiu bywa, w środku jednak nie ma Świętego Grala 😉

Z zewnątrz wszystko wygląda oszałamiająco, wnętrza są jednak więcej niż skromne. Większość obiektów w Petrze to krypty, część: świątynie i pałace. Śladów mieszkań za to brak, a przecież miasto zamieszkiwało niegdyś do 40 tys. ludzi. Nabatejczycy byli jednak ludem koczowniczym, ich domy bądź namioty się nie zachowały.

Mijamy monumentalne krypty, w środku nie ma nic prócz malutkiego pomieszczenia.

Skały w których wykuta jest Petra przyjmują różne, ciekawe faktury:

Widok na główną ulicę Petry z góry:

Petra jest ogromna, fasady krypt i świątyń są wszędzie gdzie nie spojrzeć, rozpościerają się na okalających miasto górach.

Wspinaczkę po kamiennych schodach wynagradza widok kolejnej monumentalnej fasady.

W kolejnych dniach skierowaliśmy się w pustynne okolice Wadi Rum, jednak mocno wietrzna pogoda podniosła piaski w całym regionie i drastycznie ograniczyła widoczność i przyjemność oddychania. Z żalem porzuciliśmy ten punkt programu i ruszyliśmy w stronę Aqaby i Nuweiby – miast na granicy jordańsko-egipskiej przebiegającej przez Zatokę Aqabańską.

Morze Martwe

By | Jordania | 11 komentarzy

Okolica martwa. Droga właściwie też martwa. Z Ammanu nad Morze Martwe jest zaledwie ok. 50 km, jednak, choć to jedna z największych atrakcji Jordanii, tereny je otaczające sprawiają wrażenie wymarłych. Jedziemy przez skaliste, pustynne wzgórza.

Od czasu do czasu trafiamy na oazę.

Morze Martwe, to największa depresja świata. Obecnie jego poziom wynosi ok. – 430 metrów. Ale Morze Martwe znika – rocznie obniża się o 5 metrów, z powodu zmian klimatycznych, a także ograniczenia dopływów, które okoliczni rolnicy przekierowują na swoje pustynne poletka. Niektórzy naukowcy dają mu jeszcze 50 lat do całkowitego wyschnięcia.

Samo Morze Martwe jest fantastyczne. Na plaży zamiast piasku zastajemy sól.

Mityczne relacje o tym, jaką woda najbardziej zasolonego (zawiera 30 % soli, 6 razy więcej, niż w oceanach) zbiornika świata daje wyporność okazują się prawdziwe. Właściwie leży się na powierzchni, trudno zanurzyć nogi podczas pływania. Wydaje się, że opowieści o Jezusie chodzącym po wodzie musiały być inspirowane krążeniem jego świty po tych terenach 😉 Zresztą w okolicy roi się od biblijnych miejscówek – jakieś 25 km stąd urzędował Jan Chrzciciel, kawałek dalej na górze Nebo Mojższesz zobaczył Ziemię Obiecaną i wyzionął ducha, prorok Eliasz wstąpił do Nieba etc…

Turystyka nad Morzem Martwym jest zaskakująco słabo rozwinięta. Jest tu tylko kilka 5 gwiazdkowych hoteli przyklejonych do siebie w jednym miejscu. Poza tym dzikość. Próbujemy kempować na jednej z plaż, jednak po pierwszej radosnej kąpieli podjeżdża do nas patrol wojskowy i zdecydowanie każe nam się zwijać przed zachodem słońca. Po drugiej stronie morza mają Izrael, są więc wyjątkowo aktywni i lepiej grzecznie posłuchać poleceń.

Próbujemy zapytać o możliwość noclegu, przy jedynej publicznej plaży (tzn. prywatnej, dostępnej za opłatą, ale dla zwykłych śmiertelników, nienocujących w Mariottcie, Movenpicku i Hiltonie). Za spanie na parkingu stróże żądają 20 dinarów (20×4,58=91,6 pln). Oburzeni ceną znajdujemy inny, tym razem bezpłatny parking, który do późnych godzin nocnych służy miejscowym za imprezownię, ale nam pozwala bezpiecznie przenocować w disco.

Kolejny dzień spędzamy na plaży. Nie chcemy Was denerwować, ale… 😉

Muzułmańskie rodziny na wakacjach morze traktują raczej jako element dekoracyjny. Jeśli już się kąpią, to w pełnym rynsztunku.

Wzdłuż całego Morza Martwego (które raczej rozmiarem nie poraża: długość 65 km, w najszerszym miejscu ma 18 km) biegnie autostrada, którą udajemy się w góry, w kierunku Petry.

Religia TV

By | Jordania | No Comments

Antena satelitarna to podstawowe wyposażenie każdego domu. Pierwsza potrzeba, nawet, gdy się mieszka w baraku. Więc oglądamy i my. Gdy tylko jest okazja. Rzucają się w oczy liczne kanały o tematyce religijnej. Nie wszystko rozumiemy, ale sami prowadzący bywają fascynujący 😉

Amman

By | Jordania | 7 komentarzy

Przejazd przez Syrię był ekspresowy. Z uwagi na nieciekawą sytuację polityczną daliśmy sobie na to 1 dzień. Niestety nie mamy żadnych fot, bo aparat jako mienie zakazane, schowany był przemytniczo pod podłogą (razem z GPSem i komputerem). Niewiele też zobaczyliśmy, ale zakosztowaliśmy syryjskiej biurokracji. Dla zainteresowanych cytuję mistrzowsko spisaną przez chłopaków z WayAway Expedition instrukcję przekraczania granicy syryjskiej w 12 krokach:

„1. Idziesz pod okienko, w którym celnik daje Ci świstek do wypełnienia, na którym nie ma ANI JEDNEGO znaku poza arabskimi. 2. Wracasz do celnika od świstka, przy założeniu, że jest ok, każe Ci iść do banku.3. Jeżeli masz samochód z silnikiem diesla, wpłacasz do banku $236. Bankier oddaje ci ekwiwalent w funtach syryjskich podzielony na 2 kupki i 2 kwitki do wpłaty. Jedna na ubezpieczenie, druga na opłatę za diesla. 5. Bierzesz to wszystko i idziesz do okienka ubezpieczeniowego i wpłacasz pieniądze. 6. Drugą kupkę zostawiasz w okienku opłat za wjazd pojazdem mechanicznym ;P 7. Dostajesz potwierdzenia wpłat i zostajesz odesłany do pierwszego celnika od świstka po arabsku.8. Celnik od świstka mówi coś w stylu ‚hola hola nie tak prędko’ i odsyła cię na zewnątrz do celników od kontroli pojazdów, żeby jeden z nich złożył swój podpis w Carnecie (taki paszport samochodu). 9. Znajdujesz celnika od kontroli pojazdów, dostajesz podpis, on ci zabiera ten arabski świstek i targa go mówiąc, że już jest niepotrzebny.10. Wracasz do celnika od świstka, dajesz mu podpisany Carnet, ale jego interesuje jeszcze świstek, który już nie istnieje. Przekonujesz go, że poprzedni celnik Ci go podarł na strzępy mówiąc, że się nie przyda. Celnik się uśmiecha, macha ręką, odrywa z Carnetu jeden ticket, podbija pieczątke na poprzednim podpisie i odsyła Cię do okienka obok.11. W okienku obok dajesz celnikowi Carnet, on wpisuje ID i jakieś dane do wewnętrznego rejestru i oddaje Ci Carnet.12. Teraz czeka Cię już tylko kontrola bagażu” 🙂

Po wjeździe do Jordanii spędziliśmy dzień w Jerash, ale oszczędzimy Wam zdjęć rzymskich ruin, które są atrakcją tego miasta 😉

Kolejnym punktem naszej trasy był Amman, dwumilionowa stolica Jordanii.

Jak recenzują w Lonely Planet, może być trochę rozczarowujący dla złaknionych orientu. Rzeczywiście, widać, że miasto aspiruje do miana nowoczesnej metropolii, co widać już po 2 wieżowcach i sporej ilości estetycznych kafejek w zachodnim stylu. My jednak stacjonowaliśmy jednak w starej części miasta, gdzie dominowały drobne sklepiki i warsztaty.

Zakład kaligraficzny.

Jeśli zastanawiacie się, co też muzułmańskie panie noszą pod tymi swoimi obszernymi szatami, to zerknijcie na wystawę sklepu z bielizną 😉

Widok z naszego hotelowego okna:

Tuż za hotelem trafiliśmy na stare kino. Ekipa przed wejściem zaprasza do zwiedzania leciwego gmachu i chwali się obszerną kolekcja plakatów filmowych:


Dumą Ammanu jest najwyższy na świecie, 127 metrowy, maszt z flagą. Wyższy mają tylko Koreańczycy z północy, ale wspierany linami, więc się nie liczy 😉

Na każdym kroku widoczny jest kult (sprawą dyskusyjną pozostaje czy szczery, czy narzucony) króla Abdullaha II.

Meczet Abdullaha (I) mogą odwiedzać również niewierni 🙂 Niewierne muszą przed wejściem wypożyczyć przyzwoity strój.

Pamiątkowe pocztówki i magnesy na lodówki są dla mięczaków 😉 Lepiej zagrać w karty z samym Saddamem 🙂

Jordania, jako kraina hummusu (pasty z cieciorki), fullu (pasty z fasoli) i falafela (klopsików z grochu) została zakwalifikowana jako wege friendly 🙂