Category

Etiopia

Z Addis Ababy do Doliny Omo

By | Etiopia | 6 komentarzy

Addis Ababa jest drugą najwyżej położoną stolicą świata (ok. 2400m n.p.m.). Samochody dymią tu jak mało gdzie na świecie topiąc miasto w mrocznym smogu, piesi też nie mają łatwo bo ulice wiją się po stromiznach wzgórz.

Mimo, że etiopski socjalizm odszedł już jakiś czas temu do historii, miasto wciąż pozostaje żywym skansenem architektury charakterystycznej dla wszystkich socjalistycznych stolic świata.

Jak w wielu miastach Etiopii, w Addis mamy do czynienia z budowlanym boomem. To Chińczycy budują obecnie ten kraj, zarówno wieżowce jak i drogi.

Symbol Etiopii: Lew Judy.

W trakcie podróży stajemy się szczególnie wrażliwi na niedolę ludzką spowodowaną zepsutymi silnikami 🙂

Dworzec końcowy kolonialnej kolei łączącej nieposiadającą dostępu do morza Etiopię z portem w Dżibuti.

Addis Ababa pełna jest małych i brzydkich centrów handlowych aspirujących do miana symboli buzującego kapitalizmu. Wyglądają jak prowincjonalne domy towarowe w małych polskich miastach. Trzeba jednak przyznać, że kawiarenki w Etiopii bywają całkiem na poziomie.

Wystarczy oddalić się 20km od miasta by zobaczyć kobiety noszące opał do wsi. Rzecz ma miejsce na ulicy pochylonej pod kątem 20stopni na wysokości 3.5 tys metrów.

Po opuszczeniu miasta łagodnie zjeżdżamy z Wyżyny Abisyńskiej do Doliny Ryftowej usianej wieloma jeziorami.

Asfalt się kończy. Wiemy, że następny zobaczymy za jakieś 1500 km, daleko w Kenii.

Południowa Dolina Omo to terytorium należące do kilku plemion. My przecinamy obszary zamieszkałe przez plemię Hamerów.

Niektórzy mają szczęście. Woda jest blisko wsi.

Większość rzek jest jednak okresowa i woda znika szybko po ustaniu opadów. Trzeba kopać by mieć co pić. W całej Etiopii do noszenia wody używa się żółtych kanistrów po oleju jadalnym (zgodnie z powszechnie stosowaną, choć może nie tak natchnioną, jak w Europie, ideą recyclingu).

Szczęśliwi, którym dana możliwość zrobienia prania.

Hamerowie.

Droga jest ok. Na szczęście nie pada.

Każdy przystanek owocuje zbiegowiskiem. Miejscowi wyłaniają się z pozornie pustego buszu, podchodzą, stają i patrzą milcząc. Może to trwać w nieskończoność.

To nie instalacja NASA. Domy Hamerów wykonane są z wszystkiego, z czego się tylko da. Podstawą są blacha i gałęzie.

Miks stroju plemiennego z piłkarskim bezrękawnikiem. Piłka to w Afryce religia.

Długo wyczekiwany most przez rzekę Omo kiedyś zmieni oblicze tej ziemi. Chwilowo rzeka jest nieprzekraczalna dla pojazdów. Dlatego musimy jechać offroadową wschodnią stroną jeziora Turkana.

Lusterka są obiektem zdecydowanie nie z tego świata, przykuwają uwagę dzieci na długo.

Awash

By | Etiopia | 15 komentarzy

Dziś mały reportaż z weekendowej wycieczki do Parku Narodowego Awash 🙂Droga z Addis Ababy do rezerwatu prowadzi przez wulkaniczne tereny doliny ryftowej.

Część trasy prowadzi przez… jezioro 🙂

Nasza pierwsza antylopa 😉

Termitiera.

Rano budzą nas hałasy. Małpy poszukują przysmaków w naszych śmieciach. Wylizują nawet puszkę po szpinaku, ale najbardziej cieszą je skórki z bananów 🙂

Głodomory nie znają strachu. W poszukiwaniu jedzenia wspinają się na auto i chętnie wskoczyłyby do środka.

Nasz pierwszy krokodyl… w rzece, nad którą spaliśmy 🙂

Wodospad Awash.

Czyjeś gniazdko…

Nie, żebyśmy byli zapalonymi ornitologami, ale…

Na kempingu odwiedzają nas też disneyowscy goście – guźce 😉

Lalibela

By | Etiopia | 4 komentarze

Lalibela byłaby niewielką wioską, w której dopiero co wprowadza się program budowy sanitariatów, gdyby nie…

… słynne kościoły wykute w skałach. Wykute od poziomu gruntu w dół, czyli zrobione z jednego kawałka skały. 800 lat temu! Stety/niestety, część z nich przykryta jest dachami zafundowanymi dla ochrony przez Unię Europejską. Niemniej jednak, to najważniejszy zabytek Etiopii i punkt obowiązkowy podczas zwiedzania kraju.

Księża chętnie błogosławią i pozują do zdjęć. Wystarczy 1 birr.

Najbardziej fotogeniczny ze skalnych kościołów: Bet Giyorgis. Z poziomu gruntu widać tylko dach.

Kościoły są połączone labiryntem skalnych korytarzy.

Bębny obrzędowe.

Pielgrzymka 🙂 Łatwo poznać: w Etiopii ludzie udający się do kościoła okrywają się białą chustą.

Kościoły są w stałym użyciu. Niestety nieprawowierni, nie mogą uczestniczyć w mszach. Robimy przerwę na etiopską specjalność: soki owocowe tak gęste, że trzeba je jeść łyżeczką 🙂 Ten po lewej to miks banana, papai i awokado, po lewej cud sztuki sokowirowniczej – słodkie awokado z limonką.

Ruszamy w drogę do Addis Ababy. Główne drogi są dosyć dobre, świeża chińska robota. Drobnym utrudnieniem są stada bydła, które non stop spotykamy wzdłuż drogi – a właściwie na drodze 😉

Dla większości Etiopczyków kanalizacja to abstrakcja. Wodę nosi się z rzeki. Szczęśliwy kto ma osła. Reszta nosi na własnym grzbiecie. Najczęściej dzieciaki, które w tym czasie powinny siedzieć w szkole.

Część drogi wiedzie tak wysoko (ponad 3500 m n.p.m), że jedziemy w chmurach 🙂

Gonder i okolice jeziora Tana

By | Etiopia | 14 komentarzy

Granica Sudanu i Etiopii to przeskok do innego świata. Sudan to pustynia. Etiopia to spektakularne góry. Sudan to upał. Etiopia zaskakuje nas niskim temperaturami. W końcu mówimy o wysokościach od 2 tys. metrów wzwyż.

Sudan to przestrzeń. Etiopia to tłum. Natychmiastowy, tuż za granicą. Wzdłuż każdej drogi.

Mieszkańcy mijanych wiosek witają nas serdecznie, za to dzieci reagują autentyczną histerią. Potrafią przebiec ekspresowo pół pola, by podbiec do samochodu i machając ręką wykrzyczeć „Hello”, „You! You! You!” ale niestety często również „Money! Money! Money!”.

Część dróg to asfalt, część szutr, miejscami tarka. Mijane pojazdy wzbudzają tumany kurzu. Po kilku dniach takiej jazdy nasze auto wewnątrz ma pył w każdym zakamarku.

Także z uwagi na górskie serpentyny jeździ się ciężko.

Na początek zajeżdżamy nad jezioro Tana. To obszar, w którym zaczyna się malaria. My zaczynamy zażywać antymalaryki. Poza tym jest pięknie.

Nie ma obijania jeśli chodzi o mycie zębów. Nawet ci, których nie stać na plastikową szczotę, szorują świeżo ociosanym patykiem. Do kupienia na ulicy za 1 birra (ale dla nas cena była pewnie zawyżona).

Są też przyjemności. Po Sudanie, gdzie właściwie nie można było dostać alkoholu, na widok piwa cieszymy się podwójnie.

Próbą jest dla nas pierwszy, tradycyjny etiopski posiłek. Indżera, naleśnik ze sfermentownej mąki nie cieszy się sławą wyjątkowego przysmaku. Szczególnie, że wygląda jak brudna ściera. Jednak w towarzystwie pikantnego sosu i pikli daje radę 😉

Kawa w Etiopii do osobna historia. Etiopczycy są przekonani, że stąd własnie pochodzi. Urządzają ceremonie palenia, mielenia i parzenia kawy, i podają ją na wiele sposobów.

Czas w Etiopii płynie inaczej. Zarówno w metaforycznym, jak i bardzo dosłownym sensie. Tu doba zaczyna się wraz ze wschodem słońca, czyli o 6. Całkiem logiczne, prawda? Dla przykładu: nasza 10 to tutaj 16. Etiopia liczy też lata według kalendarza gregoriańskiego. Dlatego mają tu rok 2004. Rozumiecie więc teraz historię z etiopskim nowym rokiem, 12 września – dokładnie wtedy, kiedy chcieliśmy zdobyć wizę w ambasadzie w Berlinie 😉

Etiopia to kraj wyznawców kościoła ortodoksyjnego. Są też oczywiście muzułmanie i animiści, ale to chrześcijanie są najbardziej widoczni. Odwiedzamy ich kościoły i sprawdzamy, jak wyglądają cmentarze:

W naszym hotelu trafiamy na młodą parę, szykującą się do ceremonii zaręczynowej. Strzelamy pamiątkowe monidło 🙂

Nie, to nie Szkocja… Głównym zabytkiem Gonderu jest XVIII wiecznyt zamek 🙂

Sam Gonder nie jest może pięknym, ale za to przytulnym i zrelaksowanym miastem, gdzie ludzie przesiadują w kawiarniach i barach.

Niedaleko miasta jest punkt widokowy na góry Simen. Już wiemy, że nigdzie nie damy rady iść sami – gdy tylko wysiadamy z auta otacza nas chmara dzieciaków, które nie odstępują nas na krok przez cały spacer. Prowadzą nas sobie znanymi ścieszkami i z dumą pokazują żyjące w okolicy małpy.

Jedziemy dalej, kolejne twarze, kolejne pozdrowienia, kolejne widoki….