Muzunte i Juchitan

By 28 stycznia 2018Meksyk

Podczas naszego pobytu w Meksyku odwiedziliśmy trzy różne wybrzeża. Do pierwszego z nich musieliśmy dotrzeć przedzierając się przez niekończące się górskie serpenty Sierra Medre del Sur. Po drodze trafiliśmy też na usuwisko ziemi.



Widoki na położone na zboczach gór wioski były jednak spektakularne.



W ciągu kilku godzin przenieśliśmy z miłego wiosennego klimatu Oaxaca do prawdziwej sauny. Muzunte to mała wioska położona w dżungli nad
Oceanem Spokojnym.




Podczas naszego pobytu w tej słynącej z hipisowskiego klimatu wiosce panował senny nastrój „po sezonie”.  Sama plaża była raczej bezludna, bardzo kameralna, bez sportów wodnych i sprzedawców pamiątek, a otaczające ją skaliste wzgórza z kaktusami były równorzędną atrakcją, jak widok na morze. Na tym wybrzeżu trzeba jednak uważać na silne fale, które mocno utrudniały pływanie.

 


By zobaczyć jak się mieszka tak wtopionym w przyrodę, wybraliśmy położony na zboczu wzgórza domek, w którym okazało się, że nasz pokój jest właściwie wielkim zadaszonym tarasem. Widok rzeczywiście zapierający dech w piersiach. Jednak po zachodzie słońca w cały  tropikalny las pełen najróżniejszych insektów jak szalony kłębił się przy najmniejszym źródle światła, co zmuszało nas do natychmiastowego chowania się pod moskitierą.


Takie egzotyczne rośliny rosły sobie
po prostu w ogórku.


Wiadomo: hamak = szczęście 🙂

 

Po pierwszej podczas tej podróży krótkiej dawce lenistwa ruszyliśmy w dalszą drogę i mieliśmy okazję przejrzeć się zakurzonym miejscowościom na meksykańskiej prowincji. Porządku na wjeździe do każdej z nich broniły słynne progi zwalniające, określane tu jako „tope” lub „reductor” . Dlaczego słynne – piszą o nich wszyscy, którzy jeździli po tym kraju – są brutalne i mimo oznaczeń jest ich tyle, że łatwo o moment dekoncentracji w wyłapywaniu ich i ostry podskok dla nas i zawieszenia samochodu.

 

 

W mijanych miasteczkach trafiliśmy na różne, czasem zaskakujące biznesy.
Tu szkoła taekwondo.

 

 

 

A tu reklama lokalnego zespołu mariachi do wynajęcia na imprezę 🙂

 


Tam, gdzie ze swoimi stancjami benzynowymi nie dociera narodowy koncern Pemex, można zaopatrzyć się w bardziej improwizowanych punktach sprzedaży paliwa.



Przydrożna gastronomia:

 


Ananasy prosto… z pola 🙂

 


Jednym z przyziemnych, ale dużych plusów podróżowania po Meksyku jest łatwy dostęp do czystych,  publicznych  toalet, kosztujących zaledwie kilka peso. Standardy samych budyneczków bywają różne, ale to również element przygody 😉

 



Narodowymi trunkami Meksyku są tequilla i mezcal, oba produkuje się z agawy, przy czym pierwszy z liści odmiany niebieskiej, a drugi z pnia odmiany zielonej. Dla aromatu w procesie destylacji dodaje się zioła.


Mural na ścianie tej mezcalerii ilustruje proces produkcji.

 

 

Podczas naszej dalszej trasy mijaliśmy miasto Juchitan. Wiedzieliśmy, że ucierpiało ono podczas niedawnego trzęsienia ziemi, jednak zniszczenia, które zobaczyliśmy na miejscu były naprawdę dramatyczne.

 

Mieszkańcy zabezpieczają budynki czym się da.

 

 

Przystanek autobusowy dosłownie złamany na pół.

 

Wiele osób straciło domy i było zmuszonych do przeniesienia do takich tymczasowych obozowisk.


Prace trwają, ale nie wiadomo jak długo zajmą przy tej skali zniszczeń.


Ruszyliśmy w dalszą drogę, nie ujechaliśmy jednak daleko… Jednym z utrudnień, jakie mogą się przytrafić podróżującym po Meksyku są blokady dróg, poprzez które lokalne społeczności chcą wymóc na władzach realizację zgłaszanych postulatów. Zazwyczaj są zlokalizowane tak, że nie bardzo jest opcja na alternatywną trasę. I właśnie na taki protest trafiliśmy w środku upalnego dnia, na drodze bez zjazdów, pośrodku niczego, gdy korek tirów liczył już kilka kilometrów. Jadąc poboczem udało nam się przedostać do samej blokady. Szefowie komitetu protestujących, uprzejmie, ale stanowczo nas przepraszali twierdząc, że nie mogą robić wyjątków, nawet w przypadku rodzin z małymi dziećmi. Nie pozostało nam nic innego, jak znaleźć miejsce w cieniu, wyjąć koc, jedzenie i zabawki i urządzić piknik czekając na rozwój wydarzeń. Po kilku godzinach przysłano do nas jednego z protestujących, który poinformował nas, że wkrótce blokada się zakończy i że puszczają nas pierwszych, żebyśmy nie utknęli w rozładowującym się ogromnym korku ciężarówek.

W ten sposób dalszą drogę przez dłuższy czas mieliśmy właściwie wyłącznie dla siebie, a takie widoki wynagradzały nam przejścia
tego burzliwego dnia 🙂