Cape Town i wybrzeże

By 15 marca 2012RPA

Dobrze pamiętamy dzień, kiedy przygotowywaliśmy naklejkę na samochód z trasą naszej wyprawy. Trudno nam uwierzyć, że już nadszedł moment naklejenia ostatniej kropki! W tym wpisie zapraszamy Was do podróży po wybrzeżu RPA i na najbardziej wysunięty na południe punkt Afryki, który był celem naszej wyprawy.

‚Hole in the wall’ to miejsce, które spokojnie można zaliczyć do naturalnych cudów świata. Dowiedzieliśmy się o nim od turystów z RPA, nasz przewodnik w ogóle o nim nie wspominał!

Wybrzeże usiane jest miasteczkami. Najczęściej położone są one u ujść rzek.

Spektakularnych miejsc noclegowych też nie brakuje. Tu jeden z naszych kempingów:

Widok z naszego okna/auta 😉

Prawdziwą perła w koronie wybrzeża RPA jest Cape Town (zwane też Kapsztadem) leżące u stóp Góry Stołowej.

Z niej też rozciąga się najlepszy widok na miasto.

Góra Stołowa widoczna jest z wielu punktów miasta i często niespodziewanie wyłania się w tle 🙂

Zuchy drałują na górę piechotą, my wjeżdżamy kolejką linową 😉

Widoki z wysoka:

Stadion wzniesiony na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w 2010 roku.

Wzgórze ‚Lion’s Head’.

Szczyt góry stołowej jest rzeczywiście płaski jak stół:

Centrum miasta wygląda jak europejska stolica. Z jedną, przykrą różnicą – podczas gdy w Warszawie, Paryżu czy Berlinie można spacerować wieczorami po ulicach i korzystać z życia nocnego, tu przed zachodem słońca ulice pustoszeją z powodu ogromnej przestępczości. Mimo, że mieszkańcy RPA twierdzą, że to i tak najbezpieczniejsze z wielkich miast tego kraju. Na głównej turystycznej ulicy wypuszczamy się tylko do najbliższych restauracji i barów w pobliżu hotelu.

Robben Island u wybrzeża Cape Town – wyspa zesłania więźniów politycznych. Najsłynniejszym z nich był Nelson Mandela, który spędził tu 18 lat.

Cela, w której więziony był Mandela dziś jest najważniejszym punktem zorganizowanych wycieczek (nie można zwiedzać wyspy indywidualnie). Czasami przemysł turystyczny tworzy wynaturzone zjawiska: w sklepach z pamiątkami można kupić nawet magnesy na lodówkę ze zdjęciem celi!

Kamieniołom w którym pracowali więźniowie. Jak usłyszeliśmy od przewodnika, z powodu uszkodzeń wzroku, których się tu nabawił, oczy Mandeli ponoć nie mogą produkować już łez…

Odwiedzamy też Muzeum Dystryktu Szóstego, jednej z zamieszkałych przez czarnoskórą społeczność dzielnic Cape Town. Podczas Apartheidu została całkowicie wysiedlona i zrównana z ziemią. Poniżej przykłady tablic ilustrujących legalne podziały rasowe w tamtym czasie:

Dziś nie ma już oficjalnych podziałów rasowych, ale białych i czarnych dzieli przepaść ekonomiczna. Poniżej zdjęcie jednego z ‚townships’ –  całych miasteczek slumsów zamieszkałych przez czarnych.

Cape Town ma urozmaiconą i długą linię brzegową.

Opływa je zimny prąd mamy więc okazję odwiedzić kolonię pingwinów 🙂

Latarnia morska na Cape Point.

Przylądek Dobrej Nadziei. Choć słynny, nie jest najbardziej wysuniętym na południe punktem Afryki.

Tak naprawdę naszym celem jest Przylądek Igielny:

Tu jest koniec Afryki! Tu spotykają się dwa oceany: Atlantycki i Indyjski.

Dalej jest już tylko Antarktyda 😉

Po pół roku drogi zasłużyliśmy na szampana 🙂

Świętujemy! Dziękujemy, że towarzyszyliście nam podczas wyprawy! Pozdrawiamy!